Informatyk w małej firmie

Akapit zatytułowany “Informatyk w małej firmie” jest idealnym podsumowaniem mojej motywacji odejścia z poprzedniej firmy i pracy “na swoim”

Nowy numer telefonu

Środek Europy. 3 km od ścisłego centrum 800 tysięcznego miasta. Moje mieszkanie.
Telefony z sieci Play i Plus nie mogą złapać zasięgu. Jedyny sposób na rozmowę przez telefon to wyjście na balkon. Czasem działa przytulenie się do okna w dużym pokoju.

Wkurza mnie to i denerwuje też część z Was. Zainwestowałem więc 10 zł i kupiłem kartę pre-paid sieci komórkowej której zasięg w domu mam.
Więc jeśli nie możesz się do mnie dodzwonić, a chciałbyś. Możesz dostać mój nowy numer telefonu pisząc do mnie maila (to najpewniejszy sposób), lub w ostateczności blipa czy innego facebooka.
Od kilku miesięcy prawie nie korzystam z gadu-gadu i jabbera. Należy więc te kanały komunikacji ze mną uznać za najmniej pewne.
Możesz też zgłosić chęć posiadania numeru do mnie korzystając z linku Ask me anything z tego bloga.

Żeby nie było niedomówień. Nie każdemu dam moje numery telefonów.
Nie pozwalam na przekazywanie tych numerów innym ludziom i robotom bez uprzedniego zapytania mnie o zdanie. Cenię sobie prywatność moją i innych i nie mam ochoty na odbieranie dziwnych telefonów o dziwnych porach.

Absencja

Pogłoski o utracie pamięci i umiejętności obsługi komputera są nieprawdziwe i całkowicie wyssane z palca. Od kilku miesięcy pracuję zupełnie na własny rachunek. Co jak się można domyślić zabiera dużo więcej czasu. Zwłaszcza na starcie. Ostatnio od rana do nocy (i w nocy często też) pracuję nad własnym, bardzo ważnym, dla mnie oczywiście, projektem. Mam wyłączone wszystkie rozpraszacze typu gg, faceboki, blipy i inne jabbery. Jak się okazało, bez nich też się da żyć.

Jedynym kanałem internetowym do kontaktu ze mną pozostaje staroświecki mail. No i w ważnych sprawach zawsze można zadzwonić.

Iron Maiden rulez

Lubimy czytać

Ponad rok temu spreparowałem notkę o książkach których nie przeczytałem, a bym chciał. Od tamtej pory chodził mi po głowie pomysł na zrobienie “biblioteczki” w której mógłbym zapisywać co przeczytałem, a czeka w kolejce. Jak to z pomysłami w internecie bywa: ja nie miałem czasu, a ktoś już to dawno zrobił.

Kilka miesięcy temu trafiłem na serwis Lubimy czytać. Pooglądałem i poszedłem sobie. Później trafiłem na informację że serwis ten wdrożył u siebie system rekomendacji ze znakomitego (i o otwartych źródłach) Filmastera. Przejrzałem serwis i jego zawartość jeszcze raz i stwierdziłem że jest dobry. Założyłem sobie konto. Jedynej funkcjonalności jakiej mi brakuje to możliwość zapisania komu lub od kogo pożyczyłem książkę. Szczególnie z tym pierwszym mam wieczny kłopot, na czym zresztą cierpią moje “zbiory”. Pobieżnie przejrzałem

BTW Jeśli chcesz mi zrobić prezent na urodziny/imieniny/rocznicę ślubu/bo mnie lubisz/(tu wpisz dowolny tekst) zajrzyj na mój profil w tym serwisie, w zakładce chcę przeczytać znajdziesz pozycje które możesz mi sprawić. Książka to najlepszy prezent dla mnie.

pyfotolia czyli api fotolia.com w pytonie

Aktualnie pracuję nad projektem którego ważną częścią jest integracja z bankiem zdjęć fotolia.com. Fotolia udostępnia gotowe do użycia biblioteki, implementujące api, tylko dla php i ruby. Dla pytona trzeba taką napisać..

No więc tworzę. Nie jest to zadanie wybitnie trudne. Dokumentacja w zasadzie mówi wszystko. Na razie zaimplementowałem wyszukiwanie zdjęć. W pierwszej kolejności pisać będę te funkcje, które są niezbędne dla działania mojego projektu. Resztę w ramach wolnego czasu. Chyba że ktoś potrzebujący zasponsoruje jedną lub dwie filiżanki dobrej kawy ;). Wtedy jestem gotów poświęcić trochę czasu na dopisanie wybranej, brakującej funkcji.

Projekt jest na licencji LGPL v3 i znaleźć go można na githubie pod nazwą pyfotolia. Do prawidłowego działania modułu niezbędne jest konto w fotolii i klucz api (zatwierdzenie którego, w moim przypadku, trwało dziesięć dni i wymagało dwóch telefonów przypominających).

Zapraszam do używania (choć na razie nie ma za wiele funkcji). Jeśli jest ktoś chętny do współpracy nad projektem, zapraszam do commitowania.

Kiedy testować?

Steve Krug swojej książce pt.: “Nie każ mi myśleć! O życiowym podejściu do funkcjonalności stron internetowych” zaleca przeprowadzanie testów z użytkownikami na jak najwcześniejszym etapie prac.

Generalnie zgadzam się z takim podejściem do projektowania i budowania aplikacji i serwisów internetowych. Pojawiła się jednak sytuacja, w projekcie nad którym obecnie pracuję, która wymogła zmiany w interfejsie. Zmienić się ma sposób w jaki klient konfiguruje i kupuje produkt. Zmian w kodzie dużo nie ma, ale dochodzi konieczność dopisania kilku funkcji w javascript. Intuicja podpowiada że zmiana będzie korzystna (dlatego na nią się zdecydowaliśmy). Nie bardzo widzę możliwości przetestowania jej na makietach papierowych (duża ilość ajaxowych elementów). Czas nas goni, budżet jest mały, więc intuicja musi wystarczyć.

I tutaj jest miejsce na moje pytanie. Testować jak najwcześniej: przy pomocy “sąsiadów” wersję “zabugowaną”; czy doprowadzić kod do porządku i dopiero wtedy testować?

  • Pierwsza wersja oszczędzi potencjalnie niepotrzebnej pracy i może wskazać pułapki których nie widzimy. Niestety ewentualne błędy w kodzie będą miały wpływ na testowanie i test może być niemiarodajny.
  • Wersja druga pokaże prawdziwszą prawdę co do ergonomii nowego rozwiązania ale na późniejszym etapie. A konieczne zmiany do zmian mogą kosztować i co najgorsze zająć dodatkowy czas którego nie mamy.

Ponieważ serwis budowany jest w ramach sił własnych, nie stać nas na zatrudnienie specjalisty ux. Z drugiej strony jakąś tam wiedzę w temacie mam więc nie powinno być tragedii.

Jeśli więc macie jakieś doświadczenia z podobnymi sytuacjami chętnie przeczytam Wasze sugestie.

Chcę być znowu dzieciakiem na podwórku.

1 2 3 4 5