Klienci Nie Wiedzą, Czego Chcą. Przestań Oczekiwać Od Klienta, Że Będzie Wiedział Czego Chce. To się nie wydarzy. Musisz z tym żyć.

Z Sekret góry lodowej, odkryty. Autor: Joel Spolsky.

(Źródło: devblogi.pl)

Zmiania platformy blogowej

Dzisiaj mój blog został przeniesiony na tumblra. Nadal dostępny jest pod tym samym adresem co dotychczas: marek.bryling.pl. Zmienił się tylko adres kanału rss, nowy to http://marek.bryling.pl/rss. Niestety nie mogę zrobić przekierowania poprzedni adres rss -> nowy adres. Tumblr mi nie pozwala. Wszystkie dotychczas opublikowane wpisy zostały przeniesione, nad przeniesieniem komentarzy pracuję.

Dla czego przeszedłem na Tumblra? Podoba mi się funkcjonalność. Fajnie że jest spięty z disqus.com, Facebookiem (tak, wiem że to zło). Są też inne zalety (np. api) ale o tym (i nie tylko) poczytać możecie na stronie głównej. Jednak podstawowym i w 99% decydującym powodem przeniesienia mojego serwisu domowego jest permanentny brak czasu na rozwijanie, mojej autorskiej, platformy blogowej na której dotychczasowo ona funkcjonowała. Trzeba się zająć wychowywaniem dzieci, rozwijaniem własnego biznesu i dokończeniem kilku innych spraw (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam Rembika).

Na tym kończę racjonalizację mojego wyboru.

Nowy rozdział w życiu

Z końcem roku, po ponad trzy i półrocznej pracy, rozstałem się z Drukarnią Print. Poszedłem na swoje. Razem z Mateuszem pracujemy nad kilkoma projektami, w tym dwoma swoimi. Dzięki niemu nie muszę zajmować się stroną papierkowo-organizacyjną związaną z prowadzeniem projektów i mogę skupić się nad tym w czym jestem naprawdę dobry.

Docelowo ta nasza działalność przekształci się w agencję interaktywną czy inne studio developerskie (i będziemy obrzydliwie bogaci).

Na razie, rozkoszuję się pracą dla siebie. I uprzedzając: Wiem że praca na własny rachunek nie jest mniej stresująca (a często bardziej) niż praca na etat. Mam już za sobą prowadzenie działalności gospodarczej i wiem jak to smakuje. Zapomniałem tylko jak to jest gdy nie musisz siedzieć bezsensownie w biurze by wyrobić godziny.

Jak to bywa na początku: jestem pozytywnie nastawiony i z optymizmem patrzę w przyszłość. I nie musicie trzymać kciuków. Mój sukces zależy w dużej mierze od ilości i jakości mojej pracy więc jestem spokojny.

Pomysły na portfolio dla backend developera

Od kilku lat tworzę backendy (silniki - nie wiem czy to dobre tłumaczenie) dla aplikacji inter/intranetowych. Większość moich klientów to debiutanci w tworzeniu aplikacji webowych, którzy wspierają się jednak ludźmi którzy mają jakieś pojęcie. Nie mają jednak programisty (dla tego przychodzą do mnie). Duża część z nich przychodzi do mnie z polecenia. Tu pojawia się jednak problem. Ludzie muszą złożyć swoje nadzieje i przyszłe zyski (z tymi drugimi wiadomo jak jest) w ręce kogoś, kto nie może pokazać im portfolio z ładnymi obrazkami (tak jak grafik), czy pięknie wyglądającymi stronami (jak frontendowiec).

Ja mogę, pokazać pliki wypełnione wierszami składającymi się z kilku angielskich słów, znaków interpunkcyjnych i liczb. Klient najczęściej i tak nic z tego nie rozumie, czasami ktoś kto się zna na programowaniu jest w stanie ocenić czytelność kodu. W wyjątkowych sytuacjach docenia pokrycie testami. Tutaj zresztą pojawia się inny problem. Na przytłaczającą liczbę projektów mam w umowach zakaz udostępniania kodu innym.

Mogę przyjąć inną strategię. Pokazać serwis który zrealizowałem, zastrzegając że nie robiłem grafiki. Sęk w tym, że w ten sposób nie widać jakości pracy którą włożyłem w dany projekt. W takim przypadku klient i tak ma styczność z pracą innych (front-end). Raz zdarzyło się nawet że serwis który był umieszczony w moim portfolio miał awarię (żeby nie było, to był problem z hostingiem). Poza tym większość z aplikacji które stworzyłem to serwisy działające wewnątrz firm i niedostępne z internetu.

Po kilku mniej lub bardziej udanych spotkaniach wypracowałem sobie taktykę. Proszę żeby przy naszej rozmowie była, jak najbardziej “techniczna”, osoba ze strony potencjalnego zleceniodawcy, często “robi” ona za tłumacza i często łatwiej jest ją do siebie przekonać. Poza tym, skoro jest to człowiek klienta - ufa mu bardziej. Wypracowałem sobie też, w miarę skuteczny, sposób rozmowy: dużo prostych do zrozumienia przenośni, odpowiednia mowa ciała, spokój i zdecydowanie w rozmowie itd.

Jakie wy macie sposoby i pomysły na portfolio dla backend developera?

Zmiana adresu mailowego

W związku z porządkowaniem sposobów komunikacji ze mną pozbywaniem się zbędnych domen których jestem właścicielem. Co za tym idzie rezygnuję też z części kont mailowych. Od teraz jedynym pewnym adresem mailowym bezpośrednio do mnie jest adres marek @ bryling.pl. Adres bryling@netnode.eu będzie aktywny tylko do końca czerwca. Adresy związane z moją pracą dla Drukarni Print pozostają bez zmian.

Rowerowy wypad do Barda

Wczoraj wraz z trzema kumplami wybraliśmy się na pierwszy w tym roku wypad z rowerami w góry. Już to że udało się zgrać termin dla naszej czwórki było niezłym wyczynem. Troje z nas ma małe dzieci, co jak się pewnie domyślacie, nie ułatwia organizacji takich wypadów.

Wyjazd rozpoczął się od problemu połowy z naszej grupy z policją. Chłopaki byli na styk z czasem i przejechali przez dworzec PKP na rowerach, czego oczywiście robić nie wolno. Chociaż, od strony od której wjechali, stosownego znaku brak. Jako że koledzy respektu do władzy nie czują i o chęci do współpracy z policjantami też nie ma co w tym przypadku mówić, było śmiesznie. Zachowanie jednego z dwójki zatrzymanych, prawie na gorącym uczynku, było na tyle nietypowe że skończyło się kontrolą trzeźwości. BTW czego się spodziewać gdy w czasie kontroli kontrolowany idzie do pobliskiego mcdonalda po śniadanie.

Skutkiem powyższych wydarzeń wraz z kol. Krzyśkiem pojechaliśmy pociągiem zgodnie z planem, a nasi przestępcy pojechali następnym (dwie godziny później). Po dwugodzinnej jeździe pociągiem dotarliśmy do Barda. Razem z Krzyśkiem postanowiliśmy zrobić małą pętlę żółtym szlakiem rowerowym. Od kilku tygodni biegam prawie każdego wieczora i co najmniej raz w tygodniu jeżdżę rowerem do pracy. Gdyby nie to poległ bym na pierwszym podjeździe. A tak umierałem na trzecim. O ile kondycyjnie było bardzo dobrze (płuca dawały radę a i tętno nie było kosmiczne) to siły w nogach brakowało. Skutki jesienno-zimowego przestoju spowodowanego leczeniem kolana. Dzięki uprzejmości Krzyśka można zobaczyć trasę i wykresy z pierwszej części trasy.

Po dotarciu czarnych owiec zrobiliśmy drugą pętlę. Trasa przebiegała kombinacją czerwonego szlaku rowerowego i niebieskiego pieszego. Krzysiek, dzięki temu że jeździ cały rok, ciągną za sobą pozostałą trójkę. Bez niego było by gorzej. Pogoda, mimo niepokojących prognoz, była całkiem fajna. Padało tylko raz, przez kilka minut. Trasa Była mokra i śliska, fragmentami pokryta śniegiem. Skutkiem czego, cali pokryci błotem od opon po kaski zjechaliśmy do miasteczka wprost na IV Jarmark Wielkanocny.

Seko i Rembik na “suchym” szlaku:

Seko i Rembik na "suchym" szlaku

Ja na szlaku pokrytym śniegiem:

Ja na szlaku pokrytym śniegiem

Prawie szczytuję:

Prawie szczytuję

Zmieniamy szlak:

Zmieniamy szlak

No i udało mi się złapać gumę:

No i udało mi się złapać gumę

Więcej zdjęć znajdziecie przy profilu drugiej pętli.

Podsumowując. Wyjazd się udał. Fizycznie myślałem że będzie gorzej. Psychicznie zresetowałem się całkowicie - polecam.

Dzięki chłopaki za wyjazd.

Update: Niestety serwis http://sportstracker.nokia.com przeszedł gruntowne zmiany i zdjęcia oraz wykresy trasy nie są już dostępne.

Zmiany w systemach informatycznych a użytkownicy

Ostatnio w związku z awarią jedynego firmowego serwera z Windows Server 2003 na pokładzie musiałem zmienić konfigurację w kilku programach. Na większości stanowisk udało się to zrobić przed przyjściem osobników z nich korzystających. Niestety nie wszędzie. Do jednego z pomieszczeń nie miałem dostępu. Pech chciał że był to dział księgowości. Zmiany w konfiguracji, i tak się złożyło że również upgrade programu, musiałem przeprowadzić z użytkowniczkami “na plecach”. No i zaczęło się. Co 5 minut telefon.

A to nie działa, a tamto nie działa. A ten komputer jakiś taki wolny po tym jak grzebałeś.

I ciągłe narzekania. Tak się składa że identyczne zmiany na innych stanowiskach w innych pomieszczeniach nie dawały takich efektów. Oczywiście wszystkie te “nie działa” wynikały z tego, że łatwiej jest zadzwonić z prośbą o interwencję, niż sprawdzić czy na pewno wszystko zrobiło się tak jak trzeba.

Po raz n-ty sprawdziły się moje doświadczenia. Jeśli wprowadzasz zmiany które dla użytkownika nie są widoczne, przeprowadź je tak, żeby nie widział że coś robisz. Inaczej będziesz miał od cholery i jeszcze trochę bezsensownych zgłoszeń.

Debian vs Gentoo

W swoim “linuksowym” życiu używałem różnych dystrybucji. Na początku (okolice 97 roku) był RedHat. Potem szukałem czegoś bardziej harcore i trafiłem na PLD. Było fajnie ale wkurzało mnie wieczne czekanie na wersję 2.0. Szukałem dalej i trafiłem na Debiana. Z nim też było fajnie, tylko te stare paczki. Przyszedł więc czas na Gentoo. I to była dystrybucja przy której zostałem na dużej. Na niej “nauczyłem się linuxa”. Poznałem filozofię działania, konstrukcję systemu i nauczyłem się administrować. Było (i jest) z tym systemem tak dobrze, że związałem z nim dużą część swojego życia zawodowego.

Aż pewnego wieczoru… Gdy byłem zmęczony zachciało mi się przebudować część systemu i powywalać z niego zbędne (nagromadzone przez lata) elementy. Zmęczenie nie jest stanem w którym powinno się takie rzeczy robić, choć z drugiej strony gdy ma się w domu dwie małe, w dodatku chore, córki to ciężko o inny stan. BTW, zepsułem system. Godzina była już późna, a na rano potrzebowałem sprawnego laptopa. Pod ręką miałem płytki z Debianem. Więc zainstalowałem.

Powyższe zdarzenia miały miejsce trzy miesiące temu. Debian na moim lapku śmiga dalej. Nie przeszkadzają mi, tak jak kiedyś, “stare” wersje programów. Doceniam stabilność systemu i rozumiem niechęć do pogoni za nowościami. Potrzebne nowsze wersje biorę z backportów, a jeśli potrzebuję czegoś extra to instaluję ręcznie. Tak sobie ostatnio myślę. Przy najbliższym wdrożeniu do standardowych zadań użyję właśnie stabilnego Debiana. Dlaczego? Wymaga mniej czasu np na administrację i mam zaufanie do twórców dystrybucji. Oni raczej nie przepuszczą żadnych “baboli” - choć to może zdarzyć się każdemu. Dla Gentoo miejsce widzę w bardzo specyficznych zastosowaniach, tam gdzie do dyspozycji jest mało miejsca na system lub trzeba ze sprzętu wycisnąć “co się da”.

Uprzedzając wszelkie flejmy. Tak wiem. I w Debianie i w Gentoo “da się”. W Ubuntu zresztą też (moja żona używa). Wszystko jest kwestią “łatwości” - czyli czasu jaki trzeba na to poświęcić.

Rzeka genów

Przeczytałem ostatnio książkę pt. “Rzeka genów” Richarda Dawkinsa. Jak się okazało za późno. Książka nie jest nowa, opublikowana została po raz pierwszy w 1995 roku. Przeczytałem kilka innych książek tego autora. Naczytałem się też trochę innych prac dotyczących genetyki i ewolucji. W związku z tym w tej pozycji nic nowego dla mnie nie ma. Ale. Jest to świetna książka na początek dla kogoś kto chce “liznąć” temat bez konieczności uczenia się nowych słów i przyswajania “naukowego bełkotu”. Książka jest krótka więc idealnie nadaje się do czytania w pociągu.

Podsumowując: czyta się fajnie, fajne wprowadzenie do bardziej “zaawansowanych” lektur w tym temacie. Jak dla mnie powinna być to obowiązkowa lektura na lekcjach biologi w liceach.

Ps. Jeśli nadal nie jesteś zdecydowany/a czy zabierać się za lekturę polecam, dosyć szczegółowy, opis tej książki na wikipedii.

Przenosiny bloga

Moja działalność zawodowa ostatnimi czasy mocno się rozwija. Coraz częściej kojarzona jest z domeną netnode.eu, pewnie z racji używania poczty w tej domenie i uwydatnieniu jej na wizytówkach. W związku z tym ten blog przeniesiony został pod adres marek.bryling.pl. Do czasu zawieszenia pod tym adresem mojej “strony firmowej” widoczna tutaj będzie aktualna zawartość bloga.

Proszę wszystkich subskrybentów o używanie nowego kanału rss.

Na nowym blogu ułatwiłem komentowanie wpisów, nie ma już konieczności zakładania konta. Poza tym niedługo włączę kilka nowych funkcjonalności nad którymi aktualnie pracuję.

Mam nadzieję że zmiana adresu nie przysporzy Wam, drodzy czytelnicy, zbyt dużego problemu. Pamiętajcie. Nowy adres to marek.bryling.pl.

1 2 3 4 5