Udostępnić API czy nie?
Jestem na etapie tworzenia nowego projektu (tym razem zupełnie mojego). I zastanawiam się. Udostępnić publicznie API, czy nie?. A tutaj taki wpis na AntyWebie. Zachęcam do poczytania, zwłaszcza komentarzy. Michuk w komentarzu zauważa, że korzystający z API potrafią pchnąć serwis w zupełnie nieoczekiwaną stronę. Zgadzam się z tym w zupełności. Ale niepokoi mnie jedno. Czy nie spowoduje to odpływu userów w kierunku korzystania tylko z aplikacji wykorzystującej API? W takiej sytuacji odpada możliwość zarabiania na reklamie (bądź znacznie je utrudnia). Z drugiej strony opieranie się w przychodach z serwisu/aplikacji tylko na reklamie nie jest rozsądne. W końcu sam korzystam z adblocka, choć wyłączam jego działanie na stronach które często odwiedzam i które nie mają upierdliwych reklam (z czegoś trzeba mieć na hosting).
Moim zdaniem API ma szansę sprawdzić się wszędzie tam, gdzie konieczność odwiedzenia serwisu przeglądarką nie jest wymagana do zarabiania na nim. Rezygnując z potencjalnych przychodów reklamowych mamy za darmo pomysły na rozwój serwisu/aplikacji.
Potencjał który drzemie w API jest ogromny. Wystarczy spojrzeć na Blipa. Trzeba mieć tylko (lub aż) pomysł jak na tym zarobić. Funkcjonalności która na dłuższy czas przyciągnie (i pozwoli urzymać) ludzi przy serwisie nie da się wymyślić. Musi być ona odpowiedzią na konkretną potrzebę (to banał). Tak samo jest ze sposobem korzystania. Jeden sprawdza pocztę tylko przez interfejs www, inny wykorzysta do tego thunderbirda (tak jak ja). Dając API dajemy wybór, nie musi kosztować to wiele pracy, a użytkownicy to lubią (nawet jeśli 90% z nich będzie korzystać tylko z interfejsu webowego). Dodatkowo tworząc dodatki do serwisu możemy dotrzeć do ludzi do których w inny sposób nie bylibyśmy w stanie skutecznie dotrzeć.
Rozpoczynając tworzenie tego wpisu nie byłem zdecydowany czy opłaca się udostępniać API. W trakcie pisania przekonałem sam siebie że warto.
To są moje spostrzeżenia oparte na moich obserwacjach i doświadczeniach. Nie są one pogłębione żadnymi “badaniami”, przynajmniej na razie, więc mogę się mylić.