Już za miesiąc znowu zostanę ojcem.
Już za około miesiąc powinienem po raz drugi zostać tatusiem. No i trochę się boję. Za pierwszym razem, w podobnym czasie przed porodem, dotarł do mnie z całą mocą fakt zostania tatą. To było jak grom z jasnego nieba złożony z mieszanki obaw (odpowiedzialność za młode, konieczność zmiany trybu życia, utrata “wolności” i cała reszta spraw związanych z małym dzieckiem) i niepewności (czy sobie poradzę).
“Wolność” straciłem już dawno, o dawnym trybie życia też już ledwie pamiętam. Od dwóch lat mam nowe życie. Wiem już że nie ma się czego bać. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Wydaje mi się że jestem całkiem niezłym ojcem.
Teraz mam inne obawy. Mam obsesję na temat równego traktowania moich dzieci. Nie chcę żeby któraś z moich córek czuła się mniej kochana. A jednocześnie wiem że starsze dziecko powinno móc więcej. Z dzieciństwa pamiętam że mój, młodszy o trzy lata, brat mógł robić to co ja. Wydaje mi się że to nie koniecznie jest ok. Boję się że w niezauważony dla mnie sposób tak bardzo skupię się na nowym dziecku że starsza córka poczuje się odepchnięta. Nie chcę też przegiąć w drugą stronę. Generalnie mam to samo co przy Jagodzie, tylko inaczej.
Jako że jestem optymistą i posiadam już doświadczenie z dziećmi wierzę że wszytko będzie tak jak trzeba. Nie będzie łatwo, ale przecież wiedzieliśmy z żoną o tym decydując się na drugie dziecko.
Radość i szczęście które dają dzieci jest dla mnie tak cenna że warta jest gigantycznych poświęceń.
ps. Ten wpis ma charakter wybitnie autoterapeutyczny.