Urodziła mi się druga córka
Ten wpis jest opóźniony o prawie trzy tygodnie. Niestety albo nie miałem czasu albo sił by napisać wcześniej.
A więc. 18 czerwca w okolicach godziny 3.00 (w nocy/rano) Agnieszka zaczęła odczuwać pierwsze, słabe, skurcze. Jako że ginekolog prowadzący ciążę, prowadził też ciążę Jagody, kazał już przy pierwszych skurczach bez paniki jechać do szpitala.
Przy okazji. Dr. Marek Maślak nadzorował też ciążę Jagody, na tyle na ile możemy ocenić po dwóch ciążach, to niezły fachowiec z fajnym podejściem do pacjentek.
Po upewnieniu się że to na pewno skurcze :) uruchomiliśmy całą akcję. Patrycja (żona brata mego jedynego) przyjechała do nas taksówką parę minut po 4.00 i rozpoczęła proces pilnowania śpiącej Jagody. Wielkie dzięki Patrycjo! Agnieszka i ja, przy decydującym udziale Rembika i jego samochodu udaliśmy się do szpitala.
Tam, niestety, okazało się że tym razem też nie będę mógł być przy porodzie. Wróciłem więc do domu, zawiozłem Jagodę z Patrycją do nich i wróciłem do szpitala. Z informacji od lekarza wynikało że poród przebiega tak jak powinien. Jeszcze w okolicach godziny 11.00 położna mówiła że wszystko jest ok. Niestety około 11.30 zapadła decyzja że poród trzeba zakończyć cesarskim cięciem. Zamieniłem z Agnieszką kilka słów w drodze na salę operacyjną i czekałem dalej. O godz. 11.45 na świat przyszła moja druga córka Kaja (pseudo Kajak).