Orange traktuje nas jak idiotów

Wraz z żoną mamy (jeszcze) telefony w Orange. Niestety. Niedługo kończą nam się kontrakty z tą firmą i postanowiliśmy rozejrzeć się po rynku usług telefonii komórkowej w naszym kraju. Jakiś miesiąc przed końcem umów zaczęli wydzwaniać do nas handlowcy z Orange. Oferty jakie nam przedstawiali wywoływały u mnie salwy śmiechu. Jesteśmy z tą firmą od sześciu lat, a propozycje warunków nowych umów były dużo gorsze od tych które Play daje “na dzień dobry”. Stwierdziliśmy więc: Przenosimy numery do Play.

Gdy do końca umowy zostało sześć tygodni moja połowica zabrała Teściową (to na nią podpisana była umowa) i poszła do salonu Play. Wiedzieć trzeba że w naszym przypadku okres wypowiedzenia umowy to jeden miesiąc. Tam złożyła standardowy wniosek o potwierdzenie możliwości technicznych przeniesienia numeru i udzieliła Play pełnomocnictwa do rozwiązania umowy z Orange i przeniesienia numeru do nich.

I tu zaczęły się schody. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się od przedstawiciela Play że wystąpiła “niezgodność danych”. I że trzeba to wyjaśnić. Najlepsza z mych teściowych przypomniała sobie że jakiś czas temu zmieniała dowód osobisty i nie poinformowała o tej zmianie Orange.

Udała się więc połowica ma (wraz z matką swą) do salonu Orange po raz pierwszy. Tam oświecone zostały o przyczynie niezgodności danych. Przyczyną tą były różne serie i numery dowodu osobistego. Pracownik salonu Orange wysłał więc do centrali swej, faxem, ksero z dowodu osobistego matki połowicy mej po raz pierwszy. Odesłał je do domu by czekały na smsa.

Czekała więc połowica moja siedem dni. I udała się połowica ma (wraz z matką swą) do salonu Orange po raz drugi, gdzie oznajmiono im Żadne dokumenty do nas nie dotarły. Pracownik salonu wysłał więc do centrali swej, faxem, ksero z dowodu osobistego matki połowicy mej po raz drugi i odesłał je do domu by czekały na smsa.

W międzyczasie przedstawiciel firmy Play działał.

W poprzedni piątek (około 4,5 tygodnia od wizyty w salonie Play) najlepsza z mych teściowych zabiera me starsze dziecię i jadą na wakacje na Kaszuby. A żona moja dostaje smsa od Orange o, uwaga, nowej wystawionej fakturze. Tak, o fakturze za miesiąc w którym już nie ma umowy z tą firmą.

Poszła więc połowica ma (tym razem ze mną, teściowa jest na wakacjach) do salonu Orange po raz trzeci. Tam pracownica Orange zaczęła ściemniać (mój mózg odmówił dokładnego zapamiętania tych steków bzdur). Wywarłem więc na przedstawicielkę Orange presję słowną. Ta skapitulowała, wykręciła numer 100 i przekazała słuchawkę. Od pana z obsługi klienta dowiedzieliśmy się że drugi fax z kserem dowodu osobistego owszem dotarł ale cytuję “Literka ‘H’ jest niewyraźna” i nie mogli skorygować danych. W związku tym umowa nie mogła być skutecznie rozwiązana i automatycznie została przedłużona na czas niekreślony na dotychczasowych warunkach (zgodnie z zapisem w tej umowie zresztą). Na pytanie *skąd Pan wie że to litera ‘H’ jest niewyraźna nie uzyskałem odpowiedzi. Usłyszeliśmy tylko że nadal obowiązuje miesięczny okres wypowiedzenia.

Wnioski? Orange potraktował nas jak idiotów. Nie tylko stracił dobrych klientów, ale zyskał nowych antagonistów. Nie odpuszczę i będę walczył o uznanie rozwiązania umowy w terminie złożenia pierwszej korekty danych. Nawet gdybym musiał najlepszą z mych teściowych do sądu wołami (nie ważne skąd je wezmę) ciągnąć.

Relację z “pola bitwy” oczywiście zdam na łamach tego bloga.

Update:

Agnieszka dostała dziś smsa od Orange z informację o zmianie danych w systemie. Mimo że w trakcie trzeciej wizyty w salonie nie był składany nowy wniosek o zmianę danych. Chyba fax w cudowny sposób stał się czytelny. :/